26 maj 2012

Jest taki dzień...

Życzenia dla wszystkich Mam! 

Życzenia, by cierpliwości nigdy nie brakowało, a przebywanie z dzieckiem zawsze cieszyło i dawało dużo energii! Żebyście drogie Mamy nie zapominały o sobie, bo być Mamą nie oznacza - poświęcać się. Szczęśliwa Mama to też Mama spełniona zawodowo, osobiście.

Między dziecięcymi uściskami, przytulankami pomyślcie dziś o sobie, podarujcie sobie kilka chwil... 

Pozdrawiam!

21 maj 2012

Droga do...

Czytam właśnie bardzo ciekawą książkę "Droga 66" Doroty Warakomskiej. 

Autorka wyruszyła w podróż tą legendarną drogą po Stanach Zjednoczonych. Niby zwykła droga, po prostu już stara i bardzo długa, ciągnie się przez całe Stany.  Kiedyś była najważniejsza, dziś obok niej przechodzi autostrada i droga popadła w zapomnienie... A razem z nią ludzie, którzy przy drodze mieszkali, którzy " żyli z tej drogi". Niektórzy na drodze, przy drodze, zostali inni uciekli szukać lepszego życia. 

Dziś "66" chyba znów ma dobrą passe. Znów zachwyca turystów, znów "daje chleb" przydrożnym mieszkańcom. Nadaje sens ich życiu. Ta droga jest taka, jakie jest życie... Taka, jaki świat jest.... Coś jest modne, wspaniałe, unikalne, ma wielu przyjaciół, zwolenników a z czasem moda mija... Upływający czas działa na niekorzyść. Trudno wrócić do tego co było. Nieśmiało można liczyć na tych, którzy zostali jeszcze przy drodze...

To książka niby o drodze a tak naprawdę o życiu. Kto nie zadaje sobie pytania o swoją drogę? Czy jest właściwa, czy trzeba z niej zboczyć a może obok niej przechodzi już autostrada a my tkwimy w ślepej uliczce? Chyba każdy szuka swojej drogi, prawda? Tylko czy każdy umie narysować jej mapę...? 

Takie okoliczności jak narodziny dziecka dużo zmieniają. Nagle wyrwane jesteśmy z biegu, z pracy, z życia jakie było. Wyrwane z pewnej drogi. Zaczyna się jakaś nowa, w nieznane, z niezwykłym małym przewodnikiem.  Droga kręta, trudna, pełna niespodzianek ale też jedna z piękniejszych dróg, fascynująca podróż. Dla mnie najlepsza!

Wiecie co mnie zaskoczyło?Jak bardzo trudno wrócić na"tamtą" trasę... Często zadaje sobie pytanie czy chcę jechać dalej tą samą trasą co kiedyś, tą samą prędkością. Szukam nowych opcji, są nawet pomysły jakie inne miejsca na mapie życia warto zwiedzić. Brakuje może odwagi. Determinacji a może dobrej mapy i GPS-a.  

Autorka książki nie kierowała się znakami, ale wskazówkami "przydrożnych" mieszkańców drogi "66".. Słuchała opowieści zwyczajnych - niezwyczajnych ludzi, o ich wyborach, losie, który płatał figle. A oni czerpali siłę i inspiracje właśnie z "66". 

Droga, która jest nasza, którą obieramy musi inspirować, prawda? Żeby życie było jakieś, żeby nie mijało o tak, po prostu, to musi inspirować, dawać siłę. Wtedy się jest po prostu spełnionym: rodzicem, pracownikiem, kobietą, mężczyzną...  Tak niewiele a tak dużo. 

Polecam książkę. Sama historia drogi 66 jest niesamowita a historie ludzi... Wspaniałe! Może właśnie historie ludzi z okolic "66" dadzą Wam jakieś wskazówki...

17 maj 2012

Zmiany, zmiany, zmiany


Czas na małe zmiany. „Świat mamy” zmienia się. Rok temu zaczynałam pisać po prostu… O tej wielkiej zmianie w moim życiu – jaką jest, jaką było pojawienie się mr T i o tym jak daję/nie daję sobie rady z codziennością, opieką nad dzieckiem. 

Teraz dojrzałam do tego, żeby pisać o  innym świecie mamy… Jakim?  Nie tylko o kaszkach, ząbkach, pieluszkach - chociaż od tego nie da się uciec ale świat mamy - to także powracające często (a z czasem coraz częściej) myśli o tym  - kim teraz jesteś mamo, jaka teraz jesteś? Czasami wydaje mi się, że zapominamy o tym, że jesteśmy nie tylko mamami ale wciąż kobietami, że mamy wciąż potencjał, że mamy siłę do działania. 

Czy umiesz wrócić do zajęć, które były „przed”, czy masz siłę by działać. Chciałabym żebyście mogły znaleźć w „Świecie mamy” inspiracje do działania, słowa które zmotywują a może po prostu dadzą do myślenia i zmieniania się i swojego świata, żeby był lepszy już nie tylko dla Ciebie ale także dla Twojej Rodziny.     

10 maj 2012

Duma

Duma z dziecka to wspaniałe uczucie, które towarzyszy mi w sumie .... każdego dnia :) Jak tylko spojrzę na tego małego brzdąca :),  jak sam znajdzie sposób na pokonanie jakiejś przeszkody,  jak sam zje śniadanie i twarożek ma nawet w nosie, jak powie nowe słowo, jak zagra na bębnach i tak mogłabym wymieniać i wymieniać.... Jak spojrzy się i uśmiechnie, jak zapłacze. Jestem dumna, że On jest! 

Tak mi to wszystko przyszło, do głowy, bo dziś byłam taaaakkkaaa dumna, gdy mr T wspinał się na wysokie drabinki, wchodził na jakieś przeszkody na placu zabaw, śpiewał sobie chodząc po chwiejących się stopniach i nie zrażał się tym, że a to nóżka się ześlizgnęła i wpadła w szczelinę, a to zjazd ze zjeżdżalni skończył się nurkowaniem w piachu. Był bardzo zadowolony z siebie a mnie rozpierała duma, że jest taki odważny i samodzielny, że chce próbować tego co nowe. Pewnie, teraz nie jedna mama uśmiechnie się pod nosem i powie: "jak syn podrośnie, to już nie będzie cię tak cieszyło próbowanie nowego:)" Pewnie tak! Ale dziś cieszyło, bardzo tak! 

A wiecie co cieszy najbardziej? Jak widzę jego minę - jaki on z siebie jest dumny :) Bezcenne!




22 kwi 2012

Wiosna i "Ta, ta!"

Taki, w sumie pierwszy wiosenny, weekend już niestety za nami! 20 stopni, słońce, zieleń, pierwsze kwiatuchy - cóż można więcej chcieć? Chyba tylko jednego: więcej takich dni! 


Mr T szalał: w lesie, a dokładnie w Kampinoskim Parku Narodowym - polecamy - i w miejskiej dżungli :), w której (zwłaszcza w okolicach Starówki) można się poczuć jak na surwiwalu.  Tłok, tłok, tłok - nie polecamy. 

Ale wracając do tych miłych rzeczy, to mr T był tak zachwycony, tym że można już wyjść na dwór bez czapy, bez grubej kurtki, która krępuje ruchy, że można szaleć na kocu, trawie :), że uśmiech nie schodził mu z twarzy. Co więcej!? Zapomniał nawet o obiadku - a to za często się nie zdarza:))))) Każda pozycja w dziennym menu to rzecz absolutnie święta:) A jak przechodziliśmy przez ulicę, to chyba właśnie z tego szczęścia, machał wszystkim kierowcom stojącym na czerwonym świetle. Oni uprzejmie odmachiwali :) a to wszystko skończyło się tym, że czerwone światło zastało nas stojących na środku przejścia... Ja w stresie a mr T? Czule przesyłał dalej buziaki i  machał powtarzając: ta, ta :)  - bo "p" jakoś jeszcze nie wychodzi :) 

Maksimum dotlenienia, zmęczenia i Urwis padł... Uffff :) Kolejny atut wiosny :) Miłego wieczoru!

14 kwi 2012

Sen z zasadami

Lubię jak wyrównuje oddech, jak powoli wkracza do świata snu. I to słychać, umiem rozpoznać ten moment... Oddech się wydłuża, jest spokojny, tylko coś słodko sobie mruczy... Lubię gdy tak mr T zasypia...:) Wygląda jak aniołek, jest tak błogo, spokojnie, jest taki niewinny... Do czasu... :) 

W nocy budzi się - niestety tak ma od półtora roku. Wciąż zastanawiam się kiedy będzie taka noc, że położę się i po prostu pośpię - bez wstawania kilka razy, bez wiszenia na łóżeczku, bez nocnej irytacji... Chociaż skłamię jeśli powiem Wam, że nie rozczula mnie widok mr T, który wyrwany czymś ze snu: siada albo staje przy barierkach łóżeczka, totalnie zaspany, usteczka w podkówkę, włos rozwichrzony, miś pod pachą... I buuuuu!!!! Aż łezka się kręci na widok takiej pierdoły małej :) I tu muszę szybko dodać: która jest oczywiście bardzo cwana i wie, że mama chce pospać i po "entym" nocnym wstaniu, weźmie Jegomościa do łóżka i ten będzie spał w tym większym łóżku. A o to przecież chodzi!!! :) 

Jakoś tak jest, że w tym większym mr T śpi jak suseł, nawet nie mruknie. I tak, przez zmęczenie, książkowe zasady idą w odstawkę, na jutro, na później, na potem.... Tylko co z tego będzie? Dobrej nocy:)

4 kwi 2012

Smaczne i zdrowe łożysko :/

Szok! Tak muszę zacząć ten wpis. 

Właśnie przeczytałam w internecie artykuł o tym, że wśród mam jest moda na zjadanie swojego łożyska... No przyznam, że zrobiło mi się trochę niedobrze. Są mamy, które mielą łożysko z owocami - robią taki koktajl... Są mamy, które zamawiają specjalną usługę i ktoś po porodzie łożysko zabiera, suszy, mieli i robi tabletki

. Są mamy, które po porodzie domowym, mrożą swoje  łożyska... A nijaki dr Łuczaj  w jedm z wywiadów przyznał, że jadł tatar z łożyska swojej żony... Chyba już starczy, co? 

Pewnie pytacie po co? Mamy zapewniają, że oprócz dostarczania cennych składników odżywczych, które są bardzo potrzebne po ciąży i po porodzie. Łożysko może wspomóc laktację, zmniejszyć przygnębienie popołogowe a nawet całkowicie zapobiec wystąpieniu depresji poporodowej. Taka tabletka zrobiona z łożyska przyspiesza obkurczanie macicy, reguluje poziom hormonów, zmniejsza uczucie zmęczenia...To są opinie mam, bo naukowych dowodów na to wszystko - brak. 

A teraz trochę naukowej teorii ale nie o człowieku a o zwierzętach...
Placentofagia czyli zjadania łożyska, to zjawisko występujące u zwierząt. U nich ten akt ma poprawić więź między samicą a młodymi i zapobiega występowaniu agresji względem potomstwa...  Ale u ludzi to tak nie działa, nie ma na to dowodów...

Ale moda jest, na razie w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii ale może i w Polsce... tylko jeszcze o tym jest cicho... 

Powtórzę: szok! Jakoś nie potrafię na tę nowinkę spojrzeć pozytywnie i ze zrozumieniem...