Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zwierzęta. Pokaż wszystkie posty

31 paź 2011

Zimowy czas i smuteczkowo

Jestem ciekawa jak znosicie zmianę czasu na zimowy? Jak znoszą to wasze dzieciaki? Wszyscy dookoła trąbili jak to fajnie będzie, bo dłużej pośpimy a ja wcale dłużej nie śpię! Mr T zamiast po 7.00 stoi w łóżeczku - zwarty i gotowy - już po 6.00! No, koszmar! Czekam więc aż mu się się odwidzi :))



Troszkę mi smuteczkowo... Mam bardzo chorego kota... Nie je, nie pije... Non stop u lekarza... Kroplówka.. Leży smutny... Wiem, że dla niektórych zabrzmi to w pewnym sensie banalnie, że to tylko zwierzak... I do tego dużo lat ma... I słyszę dookoła: no tak on już stary... I co z tego...?:( Tyle lat go mam... Jest jak członek rodziny... Boję się tego co może być... Tak fajnie już się robiło. Jak mr T zaczął "tuptać", zaczął bawić się z Makarem... Tak cieszyłam się, że może wychowywać się razem ze zwierzakiem... To naprawdę super sprawa. Jak się tulą, jak mr T go głaszcze, jak rozmawia po swojemu...A tymczasem zwierzak gaśnie w oczach... 


9 sie 2011

Zoooooooo :)

Co to była za wyprawa! Tata zorganizował - my stawiliśmy się uzbrojeni w ulubioną książek mr T : "Świat zwierząt" :) I ruszyliśmy! 

Małpki? Mr T nie mógł się od nich oderwać, tyle się tam działo! Ptaszki? Tyle kolorów! Próbował łapać je za dzioby, przez szklaną szybę - oczywiście:). Słonie? I to dwa! Ale dużżżeeeee! Nosorożec się kąpał a gepard!Taki sam jak w książeczce i orzeł bielik też! Mr T osobiście porównał tego w zoo z tym na obrazku!:) 
mr T w małpim raju:)

Było jeszcze kilka innych zwierzątek ale później to już jabłko, które jadł tata, było ciekawsze i takie smaczne! Po za tym odwiedzanie zwierzątek i z każdym z nich rozmowa - to strasznie wyczerpujące zajęcie:) Więc już przy żyrafkach  mr T - padł :) 


Polecam  warszawskie zoo! Naprawdę fajna atrakcja dla dzieci w każdym wieku. Jak juz znudzą się im zwierzęta, chociaż to chyba niemożliwe, jest plac zabaw więc można poszaleć:) 


Bilety trochę drogie, bo dzieci od 3 lat w górę  - płacą. Pamiętam tylko cenę za normalny bilet to 17 zł. Jak jest duża rodzinka to dość kosztowna wyprawa, niestety... Ale warto! Taki wakacyjny prezent można zrobić dzieciakom. I co ważne tego lata:) nawet jak jest pochmurny dzień, to w zoo jest fajnie:)

25 maj 2011

Jak u Hitchcocka

W parku, o którym mówię nasz spacerownik, pustki. Na placu zabaw dzieci jak na lekarstwo, w alejkach gdzieś, nieśmiało, przemykają ludzie z wózkami. Ławki zwykle zapełnione - dziś puste. Jakoś tak cicho jest - jak nie w tym parku. A wszystko za sprawą: kruka!





"Uwaga! Kruk atakuje!" To nie żart! Taki napis powitał nas przed wejściem do parku.

Każde "kra", każdy trzepot skrzydeł powodował u mnie "ptasi odruch" - czyli gęsią skórkę :)  W parku o niczym innym się nie mówi - tylko o TYM kruku. Szalony jakiś? Ale co, dziobie?- pytają rodzice, opiekunki, dziadkowie. Atakuje dzieci? "Zaatakował moje psy!" - opowiada mi jedna pani. "Nie wiedziałam co mam robić!". Ja też bym nie wiedziała - pomyśłałam. Zastanawiałam się tylko kto i po co ogrodził jakiś fragment placu zabaw? Tak jakby kruk przejmował się jakąś biało-czerwoną taśmą i miał atakować tylko w jednym miejscu :/ No, ale napis jest i powiało grozą,  jak u Alfreda Hitchcocka. O kruku plotkowali dziś chyba wszyscy. 

Na szczęście spotkałam same miłe kruki, którym nasza obecność nie przeszkadzała :) Zaczęłam dostrzegać plusy tej ptasiej psychozy, bo w parku było luźno, puste ławki, cicho - jednym słowem idealnie! Był więc długi spacer przed południem i po południu. I właśnie po południu byłam świadkiem rozwiązania tej ptasiej zagadki  - przynajmniej tak mi się wydaje.

Szłam alejką z wózkiem, mr T tarł swoje dziąsła (tak, tak, akcja ząbki trwa!) i płakał. Dziadek, który właśnie odwiedza mr T, dzielnie bujał, żeby wnuk zasnął a ja zatrzymałam się przy trzech osobach, które wpatrywały się w trawę, pod drzewem. Okazało się, że jest tam mały kruk, tzn. jak poprawił nas pan z pogotwia ptasiego - gawron (nie wiem skąd on to wiedział, chyba wskazuje na to czas lęgowy...:/ ). Wypadł z gniazda. Jeszcze nie latał więc nie umiał wrócić do rodziny :( Jego mama latała i "krzyczała" - strasznie smutny widok... Rozpoczęła się akcja pomocy maluchowi i kruczej albo gawroniej rodzinie. Dzwoniliśmy do Straży Miejskiej, Straży Zwierzęcej tzw. Ekostraży, Ptasiego azylu przy Zoo... Odsyłali nas od jednej instytucji do drugiej...Po pół godzinie - udało się! Mr T wciąż płakał, bo sen go dopadał a wózek nie jechał, bujanie już nie wystarczało. Przeprosiłam więc grupę współwybawców i ruszyliśmy dalej z nadzieją, że straż zaraz uratuje ptaka. Gdy za godzinę wracaliśmy - malucha już nie było... Została tylko mama..., która latała nad miejscem gdzie było przed chwilą jej dziecko i wołała... Straszny dzwięk...Smutne. Ale ewakuacja maleństwa była jedynym rozwiązaniem... Inaczej mogły zaatakować go psy...

Nie wykluczone, że to zrozpaczona ptasia mama zaatakowała ludzi...:/ Bo jej dzieci, które wyleciały z gniazda mogło być więcej :/  I taka to historia. Nie straszna jak się okazało jak film Hitchcocka ale smutna, prawda?