Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Mamy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Mamy. Pokaż wszystkie posty

11 lip 2013

Rozmowy, szeptanki

Usłyszałam dziś jedno z najpiękniejszych wyznań... Mr T nagle szepcze mi do ucha "wiesz, bardzo cię lubię". Uśmiechnęłam się do niego i mówię "a ja cię nawet kocham". A mój - prawie - 3 latek patrzy mi  się prosto w oczy i mówi "i badzo lubie z ciebie rozmawiać". Bardzo mnie  to wyzwanie zaskoczyło i mówię "naprawdę? ja też lubię rozmawiać z tobą" a mr T dodał "lubie z ciebie o wszytkim". 

Ale wyznanie... Bardzo mnie to wzruszyło i pomyślałam sobie, żeby on zawsze to lubił, żebyśmy zawsze ze sobą rozmawiali tyle co teraz a rozmawiamy naprawdę dużo... Żeby - kiedy już nie będzie potrzebował tych rozmów, bo będą inni ludzie ważni w jego życiu - zawsze wiedział i pamiętał, że moje ucho     czeka na jego szepty, że można o "wszytkim". A to nie jest takie oczywiste. Często, z upływem lat, jakoś to się zmienia... Może nam się jakoś uda.

10 lip 2013

Logika

Mr T mówi. Dużo mówi. Mówi prawie cały czas... :) Czasami pod koniec dnia już ma chrypkę od tego mówienia. Uwielbiam słuchać tego szczebiotu. Jest wesoło. Najbardziej lubię te dziwne słowa, które tworzy próbując powtórzyć to co my mówimy. A do tego mówi to wszystko z taaaaaką powagą! 

Ostatnio jedzie po ulicy na rowerze i mówi "Ale ta droga podziurana!":)  Wszystko co jest w puszce, każdy napój jest dla mr T piwem a dokładnie pifem. Na placu zabaw zaczął latać dookoła zjeżdżali i krzyczał "lubie pifo, lubie pifo". Spojrzenia, które lądowały na mnie rodziców, dziadków, niań były bezcenne :) Ale muszę też dodać, że pojawiło się wsparcie ze strony niektórych i taka nazwałabym to - "rodzicielka solidarność":) Usłyszałam od pani, która stała obok mnie z (na oko) dwulatkiem, "eee, mój syn ostatnio sześciopak tacie donosił!" :) Na placu zabaw jest naprawdę wesoło.  

Dziś mr T nie mógł zrozumieć co się dzieje. Siedzimy w piaskownicy. Nagle jakaś pani mówi mi "dzień dobry, zaraz Zosia z przedszkola tu przyjdzie". Dopiero po kilku sekundach dotarło do mnie o co chodzi. Okazało się, że to mama koleżanki mr T z przedszkola. Gdy Zosia przyszła, mr T ciut się zawstydził ale w sumie potem się nawet chwile pobawili. Zosia została w piaskownicy my wróciliśmy do domu. Mr T czekając na mleko zamyślił się i mówi: "to niesamowite (tym słowem mr T wyraża zwykle swój zachwyt nad kimś, nad czymś), że ta Zosia - na placu zabaw - była taka sama jak ta z mojego szoszola :)".  I choć tłumaczyłam, że to przecież ta sama dziewczynka, że nie ma dwóch identycznych Zoś, mr T nie mógł tego pojąć.  Taka to logika, prawie 3 latka :) Ciekawe co będzie jak zobaczy Zosię w szoszolu, co jej opowie... :) 

8 lip 2013

Mamy konkurs!!!!

Szykujecie się na wakacyjny wyjazd? Dopychacie nogą zawartość trzeciej walizki? :) A dziecko donosi jeszcze kolejne autka albo lale? Oczywiście niezbędne na wyjazd, bo jak przeżyją bez nich tydzień!? A może już jesteście po wakacjach? A może wyjazdów w te wakacje nie ma, bo trzeba siedzieć w pracy? 
Każdy powód jest dobry żeby wziąć do ręki telefon komórkowy - albo aparat - i "pstryknąć fotkę", która będzie opisywała "Mamine wakacje". Liczy się inwencja twórcza:)  Do zdjęcia dodaj 1-2 zdania - opis dotyczący zdjęcia, wakacji i informacje, że godzisz się na publikację zdjęcia na profilu i blogu Świata Mamy :) Czekamy!
A więc podsumowanie: 
Temat: "Wakacje mamy". 
Adres: mrtiswiatmamy@gmail.com 
Czas: do 8.08.2013 
Najciekawsze zdjęcia nagrodzimy - czekają: przewodnik "Baby and the City Warszawa" i super zestaw kosmetyków dla mamy :)

19 maj 2013

Pytanie retoryczne

Dlaczego urlop wychowawczy nie zaczyna się kiedy dziecko ma ponad dwa lata? Kiedy już mówi, kiedy komunikuje się z nami, kiedy jest z nim interakcja? Tak, tak wiem, że potrzebuje nas tak samo kiedy ma miesiąc jak i kiedy ma naście lat. Wiem. Tak samo potrzebuje opieki, czułości, tego żebyśmy byli. Wiem. 

Chodzi mi  jednak o to, że teraz jest tak inaczej :) Pewnie, że czasami trudno, bo instynkt buntu robi swoje i badanie granicy wytrzymałości rodziców też jest obecne ale mimo wszystko jest fajnie i gdy kończy się dzień - jak ten dziś, teraz - to z dnia pamiętam tylko miłe chwile. Te przytulaski, całuski, żarty, to że gdy pobiegłam do osiedlowego sklepu - po jabłko dla mr T i wróciłam - usłyszałam "miło widzieć mamo" :) A wcześniej gdy siedzieliśmy na balkonie, rozkoszując się wspaniałą pogodą, usłyszałam, że mr T "przygotowuje mamie i tacie lunch"! Skąd on zna takie słowo?! Uśmiałam się bardzo :)

A zaraz będzie znów początek tygodnia i znów do pracy i weekend w pracy.... I znów zobaczę smutną minkę mr T, który powie pod koniec tygodnia "nie idź..." I serce pęka a trzeba iść. I gdy taki maluch już umie tak komunikować, to coraz trudniej jest i dlatego sobie zadałam pytanie retoryczne "dlaczego urlop wychowawczy nie zaczyna się kiedy dziecko ma ponad dwa lata?"

22 kwi 2013

P(r)oblemy

Ostatnio dużo się działo. Dzień zlewał się z nocą. Wciąż w biegu, myślami jednocześnie byłam w kilku miejscach. Jednym słowem -  życie przyśpieszyło. Efekt, był taki że mr T, który i tak ma mnie mniej niż jeszcze 4 miesiące temu, miał mnie bardzo mało. Nie tylko fizycznie, bo nawet jak byłam przy nim ciałem, to myślami byłam jeszcze w dniu wczorajszym albo już daleko w przyszłości. 

Gdy tak siedziałam przy stole, wzrok i myśli błądziły gdzieś tam... Mój mały dwu i pół latek wdrapał się na krzesełko, usiadł na przeciwko mnie, podparł rączką główkę, drugą złapał mnie za rękę i mówi: Mamo, mas poblem? ( może przetłumaczę :) Mamo, masz problem?) To pytanie mnie wyrwało z tego innego świata, zaskoczyło i zamurowało... Nie wiedziałam co mam powiedzieć! Jak, skąd on wie? On ma dwa lata! Tymczasem mr T, z przechyloną na bok główką, dalej patrzył na mnie, głaskał po mojej dłoni i mówi: Skoda, nie matw sie (czyli Szkoda, nie martw się). Nie wiedziałam co mam powiedzieć. To było bardzo wzruszające... Mr T zszedł z krzesła. Ja - wzruszona - zostałam przy stole.   Wróciłam do tego co tu i teraz, dzięki dwu i pół latkowi, który zobaczył, zauważył więcej niż inni... Niesamowite... 

Dziś był fajny dzień, pełen zabawy, śmiechu, tulenia. Położyłam się z mr T na kanapie. Mr T mówi: Jubie tak tobą leżeć... Ja też lubię mr T... 

21 kwi 2013

Final countdown!


Przy powstawaniu poradniko-przewodnika Baby and the City Warszawa  działo się sporo :) Najpierw odkrywanie Warszawy na nowo i szukanie miejsc przyjaznych rodzinom,  potem szukanie weny twórczej i w końcu wydawnictwa :) Dużo pracy i nowego, ciekawego doświadczenia! 

Dobry nastrój nas nie opuszczał czego przykładem jest ten filmik, który powstał jednego dnia - w dwóch miastach. Paulina Guzik "szalała" z operatorem w Krakowie, ja  w Warszawie.  Bartku B. - dzięki za zdjęcia! Nasi mali aktorzy - Jaś i mr T podołali obowiązkom i chyba nawet dobrze się bawili :) Duble nie były dla nich problemem :) 

Za kilka godzin premiera książki  -  coś się kończy i coś zaczyna....

17 kwi 2013

Baby and the City Warszawa - co to? kto to?

Ostatnie miesiące to było prawdziwe szaleństwo. Znów nowa lekcja, nowa nauka. Ale od początku :)

Był powrót to pracy i stałam się pracującą mamą. Uff, znów jakaś nowa rola! Życie z kilkoma grafikami -  jeden w pracy, drugi  w pracy męża, kolejny w domu - czy mr. T ma z kim wrócić z szoszola? A o której, a czy w weekend ktoś z nim pobędzie, gdy my w pracy... Też tak macie? Pewnie, że jakoś można to zorganizować ale przyznam, że to niezłe wyzwanie. Ale cóż, ogarniamy! :) 

1,5 roku temu zaczęłam jeszcze coś, co teraz ma swój finał! Razem z koleżanką Pauliną Guzik, która prowadzi blog babyandthecity.pl napisałam poradniko-przewodnik po Warszawie! Tak, tak drodzy Rodzice, Mamy w ciąży, Dziadkowie, Nianie i w końcu Turyści - powstało coś z myślą o Was! To Baby and the City Warszawa

1,5 roku temu Paulina zapytała: piszemy razem taki poradniko-przewodnik? A ja na to - jasne!  Mr T do wózka i zwiedzaliśmy Warszawę wzdłuż i wszerz :) Odkrywałam zupełnie inną Warszawę, zupełnie na inne jej elementy stałam się czuła, wrażliwa. Paulina dokumentowała też Kraków (taki przewodnik i tam powstał). 

Będę to wszystko mile wspominała. Różne pory roku, komunikacja miejska i my. Najpierw reaserch w sieci a potem sprawdzanie każdego z miejsc. To było wyzwanie! Mr T był bardzo dzielny:) A potem w nocy - laptop, notatki i pisanie. To było bardzo przyjemne! 

A teraz mogę Wam pokazać to:)! I jestem bardzo, bardzo dumna.


Właśnie tak będzie wyglądała nasza książka! Ładna, prawda? :) Mamuśki zawzięły się i napisały! Ba, do tego same wydadzą - Paulina założyła wydawnictwo -  i wypromują! W końcu mamy potrafią! :) Mam nadzieję, że Wam się podoba!?:)

Jesteście 21.04.2013 w Warszawie? To musicie się z nami spotkać!



Czekamy na WAS!!!!!

8 paź 2012

Zmiany, zmiany, zmiany

Dawno nie pisałam. Chyba musiałam trochę odsapnąć, przemyśleć, pomyśleć. Nie uciekać od Świata Mamy ale trochę poukładać i poskładać wszystkie wydarzenia ostatnich miesięcy w jedną całość.

Mr T oficjalnie został "Małym przedszkolakiem", czyli rozpoczął zajęcia w czymś pomiędzy żłobkiem a przedszkolem. Czekaliśmy grzecznie w kolejce aż inne dzieci zrezygnują i dostaliśmy swoją szansę - swoją drogą, to w życiu nie przypuszczałabym że by dostać się  do płatnego "żłobka" też trzeba odstać swoje w kolejce... :/  

Jak było? Ja zdenerwowana. Nie wiedziałam czy mam machać na pożegnanie, całować, tulić czy zostawić bez słowa małego Smyka, który... Pobiegł do sali pełnej dzieci i zabawek i nawet się nie odwrócił! 

Przeczytane książki, przewertowane gazetki i strony internetowe z radami i wskazówkami - co robić, jakimi zasadami się kierować gdy posyłamy dziecko do żłobka - a tymczasem jak człowiek staje przed faktem - głupieje. Zastanawiałam się kto czuje się bardziej bezbronny! Nie chciałam zrobić czegoś co zrazi mr T do wizyt w takich miejscach. Więc gdy maluch poleciał do sali - wyszłam. Czmychnęłam jak uciekinierka. 4 godziny w domu. Siedziałam jak na drożdżach. Masa pytań w głowie: widział jak wychodziłam? płakał? tęskni? Wysprzątałam całe mieszkanie, umyłam łazienkę, zrelaksowałam się dopiero po południu - jak już trzeba było iść po mr T. Dotarło do mnie, że przecież gdyby było bardzo źle ktoś zadzwoniłby żebym zabierała tego rozwrzeszczanego malucha :) Nikt nie dzwonił. Ruszyłam więc po mr T. A on....? Nie chce wracać do domu. I w płacz i histeria, nu, nu, nu i nu, nu, nu. Siłą zabrałam mr T z przedszkola. Szczęśliwa, że płacz jest dopiero teraz, że nie wył przez 4 godziny. Oby mu się nie odmieniło. Ten jeden raz w końcu nic nie znaczy. Kolejne wyzwania przed nami. 

I taka to zmiana, duża zmiana. 


29 sie 2012

Moja torba - moje ja

Jadę na spotkanie. Mr T z tatą w domu. Usiadłam na przystanku. Uciekł autobus-może to dobrze przestanę w końcu pędzić, chwilę posiedzę. Tak po prostu... 

Zaglądam do torebki, bo chyba już nie umiem siedzieć tak po prostu tylko szukam zajęcia, bo przecież w wolnej chwili trzeba działać, na maksa tę wolną chwilę wykorzystać... Zaglądam więc do tej torebki... To podobno wizytówka kobiety. Moja torba jest duża. Dawno tu nie zaglądałam, bo po co brać swoją torbę na plac zabaw, czy do parku? Skoro trzeba targać zabawki, soczki i inne niezbędne rzeczy. Materiał w środku rozpruł się, rzeczy wpadły pod podszewkę. Nurkuję. Wyciągam książeczkę mr T "Przygody Czuczu", Sudocrem, zatyczkę do butelki, mokre chusteczki, autko, które mr T szukał od tygodni... Całe dno torby w okruszkach ulubionych ciasteczek mr T. Gdzieś między tymi rzeczami mój notes, długopis, portfel, mp3 bez słuchawek i książka o kobietach, dla kobiet...

Pomyślałam sobie: jaką jestem teraz kobietą? Kim jestem teraz? Skoro torba, jej zawartość,  mówi o kobiecie bardzo dużo, to co moja torba mówi o mnie? Chaos, mr  T, mr T, mr T...

Przyjechał autobus. Wrzuciłam wszystko do torby, pewnie znów wpadło wszystko za podszewkę...

21 sty 2012

"Jak to jest być mamą?"

Kilka dni temu wyrwałam się z domu na kilka wieczornych godzin i  spotkałam z koleżankami na drinka:) Było trochę okazji do uczczenia i pretekst do spotkania:) Jak ja lubię te spotkania! Zwłaszcza teraz, kiedy ich tak mało...

Między wieloma żartami i pytaniami padło to jedno, które mi utkwiło w pamięci, które już nie raz słyszałam, a na które odpowiedz jest zawsze, jakaś taka, skomplikowana... Tym razem usłyszała je koleżanka, która od 7 miesięcy jest mamą. A pytanie brzmiało: "jak się czujesz jako mama, jak to jest być mamą?" Serio, ja nigdy nie wiem co odpowiedzieć i podobne znaki zapytania "pojawiły się" w oczach pytanej o to koleżanki... 

Jak się czujesz jako mama? Czuję się szczęśliwa, wyjątkowa, codziennie zaskakiwana. Czuję coś czego nigdy do tej pory nie czułam - wielkie uczucie, które rośnie, wzmacnia się z dnia na dzień, którego do niczego porównać się nie da. To wielka, bezwarunkowa miłość! Czuję się odpowiedzialna za życie drugiej istoty, bo nikt tak nigdy nie zależał ode mnie... Czuję się spełniona! Czuję, że każda godzina spędzona z tym małym Ktosiem ma sens i cel, że to jest właśnie ta praca, która naprawdę zaprocentuje. Dziękuję losowi każdego dnia, że syn jest zdrowy, że możemy skupić się tylko na zabawie i cieszeniu się sobą, życiem... Czuję jak się tuli, całuje, tzn. gryzie:) w nos,  czuję jego oddech jak usypia i to jest wspaniałe...Czuję się padnięta, zmęczona - jak nigdy! A siłę mieć po prostu muszę. Nie mogę nie wstać z łóżka ani po prostu się do niego położyć, bo mr T ma inny plan na ten dzień... Wstawanie, kilka razy, w nocy i pobudka rano. Czuję, że gdybym mogła przespałabym cały dzień i kolejną noc. Czuję, że czasami już nie mam siły a moja cierpliwość już tak bardzo graniczy z jej brakiem... Czuję czasami złość, którą duszę w sobie ale czasami ona wybucha i potem bardzo żałuję... Czuję czasami, że nie mogę ponarzekać, bo i tak usłyszę, że każdy to przechodzi, takie jest życie, albo zobaczę krzywe spojrzenie, że w ogóle narzekam... A później jest kolejny dzień i budzi mnie bezcenny cmok, małe rączki głaszczą po włosach, paluszki próbują wyrwać usta, wcisnąć gałki oczne. Z trudem otwieram więc oczy i widzę najwspanialszy uśmiech na świecie i słyszę: a to to to, ti ti ... I kilka innych zdań w języku, którego wciąż się uczę:))) I te małe rączki łapią moją rękę i wyciągają z łóżka, bo zabawki czekają, bo mleczko, bo spacer, bo jest nowy dzień i tyle może się wydarzyć! Czuję zmęczenie, bo pół nocy nie spałam - bo wyrzynające się ząbki mr T spać nie dały -  i czuję radość, że budzę się i jest On i znów spędzimy razem dzień...

Właśnie to wszystko czuję jako mama... Czuję, że nigdy takiego miksu uczuć w sobie nie miałam. Dlatego tak trudno jednym, dwoma zdaniami, szczerze odpowiedzieć na pytanie: "jak się czujesz jako mama, jak to jest być mamą?"


12 sty 2012

Konkurs i Wy :)

Świat mamy w blogowym konkursie :)Nigdy nie brałam udziału w takim wydarzeniu:) Przyznam, że jestem pełna obaw:) 

Kiedy zaczynałam pisać blog, główna bariera polegała na tym, że Ktoś to znaczy Czytelnik moich wypocin, może mnie publicznie skrytykować, moje uczucia, odczucia, emocje... Pisząc bloga trzeba też z tym się liczyć prawda?:)  Ale na szczęście nawet jeśli pojawiają się uwagi, zdania odmienne, to tylko są wartością dodaną do tego co piszę. Otwierają mi oczy, umysł, motywują żeby inaczej spojrzeć na jakiś problem, jakąś modę. To jest wspaniałe, bardzo sobie to cenię, tę wirtualną komunikacje:) 

Dlatego pomyślałam: raz kozie śmierć :) i wysłałam maila-zgłoszenie na konkurs Blog Roku:))) 
Teraz siła tylko w Was - Czytelnikach. Teraz decydują tylko smsy a dokładnie ich ilość:) 
Zasada jest taka, że wysyłamy sms o treści A00664 (to numer mojego bloga) na numer 7122. Koszt 1,23zł i co jest fajne, to że te pieniądze są przeznaczone na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych. 

Głosowanie trwa do 19.01 2012r:) a więc dużo czasu nie mam:) Będzie mi bardzo miło, jeśli mnie wesprzecie:) 

29 sie 2011

Porównania

Mr T szaleje! Sam już stoi! Sam stawia kroki! I bęc i bęc:) Wszystko to trwa po kilka sekund, stawia 2-3 kroki :) Ale już działa!:) Rzeczywiście, to niesamowite być przy tym wszystkim, patrzeć na te samodzielne "po raz pierwszy"... Normalnie człowieka rozpiera duma!:) A jak mr T tańczy!:) Super! No właśnie fajnie jest przy tym być, bo to bezcenne. Ale jednocześnie jak człowiek przy tym jest to zastanawia się czy nie powinien być gdzie indziej, robić też coś innego...?

Dziś na spacerze słuchałam "Trójki", a w nim wywiadu z pewną dziewczyną, nie wiem kto to był. Zakodowałam jedynie, że podróżuje, pisze, robi dziesiątki różnych rzeczy i ma 33 lata. Jest w w tym momencie życia, w którym analizuje, podsumowuje, zamyka taki pierwszy etap. To tak jak ja - pomyślałam :) Powiedziała, że wciąż ma wiele planów, marzeń, że czeka na miłość, dzięki której życie będzie pięknie smakowało. Redaktorka zapytała ją, czy myśli o dzieciach, bo to ten czas... Powiedziała, że jak będą to będą. Uwielbia dzieci ale nie nakręca się. Nie porównuje do innych koleżanek, które promienieją przez macierzyństwo, bo ona promienieje dzięki innym rzeczom, które robi. Powiedziała, że ma w głowie zawsze taką myśl: nie porównuj się do innych, bo i tak zawsze znajdzie się ktoś kto ma lepiej lub gorzej od ciebie. I święta racja - pomyślałam. Prosta ale jakże trafna prawda.Trzeba porównywać się tylko do siebie, do siebie z wczoraj, sprzed miesiąca, sprzed lat. Tylko wtedy zobaczę, czy rozwijam się czy wręcz przeciwnie. Gdzie jestem? 

A po co ten wywód? :) Bo dużo myślę o tym gdzie teraz jestem, co mam robić? I właśnie porównuje się do innych. Do koleżanek, które już wróciły do pracy, zostawiły dziecko z opiekunką, w żłobku itd. Do tych, które szukają własnych rozwiązań, zakładają firmy... Do tych, które postawiły na karierę a nie na dom. Porównuję się a przez to czuję się źle. Czy mam być z dzieckiem, czy iść do pracy? Jaki byłby to powrót? Czy jest gdzie? Przyznam, że to wszystko mnie trochę przygnębia i przybija. Czasami czuję się jakbym stała przed ścianą, pod ścianą. 

W "Polityce" wyczytałam taką opinię psycholożki: "Silna jest ambicja, żeby zaistnieć zawodowo, ale równie silna potrzeba, by zaistnieć jako matka. Kobiety boją się, że nie dadzą rady pogodzić tych ról. Z jednej strony boją się zaprzepaścić karierę zawodową, z drugiej niepokoją się, bo chcą dać dziecku wychowanie najlepsze z możliwych, żeby na pewno wszystko dostało, żeby nie zaprzepaścić żadnej szansy, nie zmarnować talentu." Może i tak... Dżizas,a jeszcze w uszach brzmi to co wyczytałam kiedyś w rodzicielskich poradnikach (które postanowiłam odstawić na półkę, zakopać wśród innych książek), że jak ty jesteś niezadowolona, sfrustrowana, to dziecko też! Ono wszystko wyczuwa i może mieć to bardzo zły wpływ na jego rozwój. Matko! Oszaleć można! 

A i pochwalę się:) Dotarły do mnie nagrody za blogowy  konkurs Brioko:) Kawka w specjalnym kubku blogującej mamy smakuje wyśmienicie:)))

21 lip 2011

Bez lukru i słodyczy

Wpadła mi w ręce jakaś gazetka dla pań/mam... Wow! Jak w tym mamino-gazetowym świecie kolorowo! Wszystkie mamy są takie ładne, uśmiechnięte, wypoczęte (zerkam w lustro i widzę ciut inną twarz :) taką jaką pewnie znacie po kolejnej nieprzespanej nocy, twarz bez makijażu - bo kiedy go zrobić?:), głowy mają pełne pomysłów w co się bawić, by dobrze rozwijało się dziecko, mają czas i wiedzą co ugotować dla dziecka i całej rodziny (my obiad pewnie znów zjemy o 22 :)). Ogólnie: gazetowy piękny świat mam... 

Tylko co o tym wszystkim ma sobie myśleć mama, która ma już dość wszystkiego i wszystkich? Ma ochotę uciec na kilka chwil, podsunąć komuś dziecko, by móc odsapnąć, złapać oddech...? Ma dość powtarzania co minutę: "nie wolno", rozmasowywania kolejnych guzów, dość chodzenia z dzieckiem uwieszonym przy nodze, tak że nawet do łazienki trudno się wyrwać. Dość płaczu na spacerze, po spacerze, tego że dziecko nie chce spać, że musi lulać, bujać kilka albo kilkanaście kilogramów...? Można kochać nad życie ale można mieć też dość... Tak na chwilę, bo za chwilę znów się tęskni za dzieckiem, brakuje gwaru. I tak czuje wiele mam... Tylko czy mama ma prawo mieć dość skoro raczej o tym "dość" się nie mówi, nie piszę. Dlaczego o tym cisza? Skoro cisza tak ogólnie, to i mamy milczą. Wolą mówić o tym jak jest pięknie, cudnie, sielankowo... Niektóre patrzą jak na kosmitkę, na mamę, która otwarcie mówi co jej w duszy gra np. grożąc, że wyskoczy zaraz przez okno jak ktoś jej nie pomoże przy dziecku :) 

Wiele mam dusi w sobie złość, spycha gdzieś bezradność, brak siły, doskwierające poczucie monotonii. Bo choć dziecko dostarcza codziennie setki nowych wrażeń, to jednak monotonią są spacery, zmiana pieluchy, karmienie, usypianie itd. W sumie można by powiedzieć dzień świstaka, gdyby nie te małe-wielkie zmiany, wyczyny dziecka (pierwszy krok, słowo itd.), które są nagrodą i dzięki którym o monotonii się na chwilę zapomina. 

Świat mamy jest piękny zupełnie inaczej niż go pokazują na przykład  w tych kolorowych pismach. Jest pełen dylematów, zmęczenia, wątpliwości a nawet lęków ale to nie znaczy, że to świat nieszczęśliwy. Bo założę się, że 99,9% mam nie zamieni się z nikim... Szczęście i piękno nie zawsze ma odcienie pastelowe, czasami wkrada się sporo szarości. I trzeba pozwolić mamom te szarości nazwać, wykrzyczeć ale nie na silę je malować kolorem. Tak to już jest i chyba lepiej nie udawać, że jest inaczej.

Kibicuje bardzo akcji  Macierzyństwo bez lukru 
Fantastyczna akcja, polecam Waszej uwadze. Zgadzam się z nią w 100%!